Czego szukasz?

Stollen, czyli bożonarodzeniowa strucla drożdżowa

Autor:
Ciasto drożdżowe

Drezdeński stollen, czyli tradycyjne, niemieckie ciasto bożonarodzeniowe ©Whitney/wikipedia

Anna D., która polubiła ostatnio stronę bloga na Facebooku (www.facebook.com/glodwwielkimmiescie), zapytała w komentarzu, czy mógłbym podać wam przepis na tradycyjne, niemieckie ciasto bożonarodzeniowe. Pomyślałem, czemu nie. Mam jeden sprawdzony przepis na Stollen i mogę zagwarantować, że akcja „wypiek” kończyła się zawsze sukcesem. Zapraszam zatem do przeczytania mojego pierwszego wpisu-przepisu, poprzedzonego wstępem, o powodach, dla których Stollen, czyli strucla drożdżowa jest tak popularna w Niemczech.

Stollen, czyli krótka historia monarszo-kościelna

Stollen stollenowi nie równy. Przepis na to tradycyjne ciasto bożonarodzeniowe pochodzi z Drezna. Sama zaś nazwa „Dresdner Stollen” jest zastrzeżonym znakiem handlowym, a piekarnie mogące jej używać, muszą posiadać certyfikat związku o delikatnie brzmiącej nazwie „Schutzverband Dresdner Stollen e.V.”. Kto nie przejdzie przez szczelne sito tejże organizacji, nie ma prawa nazywać swoich strucli drożdżowych drezdeńskimi.

Na szczęście jest wiele rodzajów strucli drożdżowej i każdy znajdzie coś dla siebie. Pozwolę sobie jedynie wymienić te najważniejsze: struclę migdałową, marcepanową, makową, orzechową, maślaną i twarogową.

Pierwszą wzmianka o Stollen pochodzi z roku 1474, ale ówczesny wypiek niewiele miał wspólnego z przepisem znanym nam, współczesnym. W owym czasie było to ciasto postne i składało się z mąki, drożdży i wody. Dopiero wstawiennictwo regenta Saksonii u Innocenta VIII, który w tzw. „liście maślanym” poprosił papieża o zniesienie nakazu utrzymania postnego charakteru tego wypieku, sprawiło, że Stollen „wkroczył na salony”. Od 1491 roku piekarze zaczęli dodawać do wyrobu stucli drezdeńskiej składniki nadające ciastu smak, np. masło. Jak na owe czasu, istne szaleństwo. Od tego też momentu, Stollen zaczął zyskiwać na popularności.

Od XVII wieku Stollen nazywany jest wypiekiem królewskim, a to dzięki znanemu nam Augustowi Mocnemu, który nakazał drezdeńskim piekarzom przygotować ogromną struclę drożdżową na czas przeglądu wojsk. W annałach podają ilość składników, którą zużyto, by spełnić monarsze życzenie: 18 buszli mąki, 4920 jajek, 3 tony mleka, 1 tona drożdży i 1 tona masła.

Stollen twarogowy zamiast tego drezdeńskiego

Do przygotowania naszej strucli drożdżowej wybrałem przepis, który nie wymaga od was wynajmu TIRa, w celu odbycia podróży do najbliższego sklepu wielkopowierzchniowego i wykupienia tam całego magazyny. Nie dziękujcie, nie dziękujcie. Dla was wszystko.

Zabieramy się zatem do roboty! Do przygotowania twarogowej strucli drożdżowej (drezdeńska tradycja może i zachwyca, ale ta strucla smakuje mi najlepiej, a poza tym, kto chciałby ryzykować zderzenie z „Schutzverband Dresdner Stollen e.V.”) będziecie potrzebować:

  • 100 g kandyzowanej skórki pomarańczowej
  • 100 g kandyzowanej skórki z cytryny
  • 200 g mielonych migdałów
  • 250 g rodzynek sułtańskich
  • 250 g rodzynek korynckich
  • 4 łyżki rumu
  • 500 g chudego serka homogenizowanego
  • 400 g cukru
  • 350 g masła
  • 4 jajka
  • starta skórka z dwóch cytryn
  • 2 szczypty soli
  • 1100 g mąki
  • 2 opakowania proszku do pieczenia
  • 2 łyżeczki kardamonu
  • 200 g masła do posmarowania ciasta
  • 1 opakowanie cukru pudru

Przygotowanie

Kandyzowaną skórkę cytrynową i pomarańczową, rodzynki sułtańskie i korynckie oraz migdały zalewacie rumem, przykrywacie i odstawiacie na godzinę. Uwaga! To krytyczny moment w całym procesie. Zaobserwowano efekt silnego przyciągania pomiędzy miską z bakaliami nasączonymi rumem, a osobnikami płci męskiej, którzy pod pretekstem chęci pomocy, wyjadają rumowy półprodukt.

Serek homogenizowany, cukier, miękkie masło, jajka, startą skórkę z cytryn, proszek do pieczenia, kardamon, sól mieszacie razem i dodajecie połowę mąki.

Do ciasta dodajecie kandyzowaną skórkę cytrynową i pomarańczową, rodzynki sułtańskie i korynckie oraz migdały, a następnie łączycie całość, wykorzystując do tego mikser z mieszakami do ciasta. Następnie należy stopniowo dodawać pozostałą część mąki, tak aby nie powstały grudki. Moja dziewczyna, która jest siłą sprawczą w procesie przygotowywania strucli, nie dodaje wspomnianych skórek cytrynowych i pomarańczowych, natomiast nie rezygnuje z dodania rumu do ciasta. I chwała jej za to. 

Na posypanej mąką tortownicy (lub jakiejkolwiek płaskiej powierzchni) należy ugnieść ciasto rękami, a następnie uformować z niego trzy bochny. Te trzy bochny to nasz pomysł, ponieważ ciasta jest dużo i można nim obdarować kogoś mniej uzdolnionego kulinarnie. 

Ciasto kładziemy na papierze do pieczenia i całość wkładamy do rozgrzanego wcześniej piekarnika (termoobieg, 175 stopni) na drugą od dołu półkę. Ciasto się piecze a my w tym czasie roztapiamy w garnku masło.

Po 25 minutach pieczenia, nacinamy ciasto wzdłuż i przy pomocy pędzelka do ciast, smarujemy powierzchnię naszej strucli roztopionym masłem. Owo smarowanie powtarzamy cztery razy co 15 minut. W sumie Stollen musi być w piekarniku przez minimum 70 minut. Zdecydowanie polecam sprawdzenie drewnianym patyczkiem, czy ciasto jest w środku odpowiednio upieczone.

Po wyciągnięciu z piekarnika, smarujemy ciasto ponownie masłem i posypujemy pierwszą warstwą cukru pudru. Po wystygnięciu możemy ponownie posypać ciasto cukrem pudrem. Warstwa cukru pudru może być naprawdę pokaźna – tak przynajmniej robią to w Niemczech.

Ot i po wszystkim. Smacznego. Jeżeli upieczecie ciasto wg mojego przepisu, wrzućcie zdjęcie na mojego Facebooka.  (www.facebook.com/glodwwielkimmiescie)

A ci, którzy chcą wypróbować inny przepis, niech obejrzą sobie film nakręcony przez allrecipes.pl

Przepis na Stollen ze strony Allrecipes.pl

Dodaj komentarz

Polub Głód w wielkim mieście

Facebook
Facebook
INSTAGRAM

O blogu i blogerze

Jesteście albo niedługo będziecie w Berlinie – mieście, w którym wybór restauracji i barów robi wrażenie co najmniej takie, jak za komuny półki w Pewex-ie. Zwiedzacie, podziwiacie... Nagle czujecie, że głód zbliża się wielkimi krokami...

Jak w takiej sytuacji znaleźć fajną knajpę?
Możecie postawić tarota ale nie wróżę wam sukcesu. Możecie spytać kogoś na ulicy, ale szansa na to, że spotkacie Berlińczyka graniczy z cudem. W centrum są sami turyści.

Odpowiedzią na wasz problem jest mój blog. Od wielu lat odkrywam dla siebie bogactwo kulinarne Berlina. Na moim blogu znajdziecie informacje o restauracjach, knajpach i barach, w których jadłem i piłem. Każdy wpis to moja prywatna, subiektywna wskazówka, gdzie warto pójść, aby dobrze zjeść. Korzystajcie. Na zdrowie!