Czego szukasz?

Koktajlowe pozdrowienia, czyli Salut! Bar

Autor:
Wnętrz Salut! Bar jest bardzo stylowe
Poroże jako nawiązanie do herbu dzielnicy Schöneberg
Fontanna do apsyntu w Salut! Bar
Za barem stoją profesjonaliści, więc koktajle smakują rewelacyjnie.
Raj dla każdego, kto lubi koktajlowe eksperymenty.

Koktajle na światowym poziomie

Jeżeli szukacie fajnego miejsca na spędzenie wieczoru, macie trochę kasy, którą chcecie wydać na coś ulotnego i gustownego zarazem, to możecie wybrać się do prawdziwego cocktail baru. W Berlinie jest kilka miejsc, w których możecie skosztować, jak smakują koktajle przygotowane na najwyższym światowym poziomie. Mój pierwszy wpis w tej kategorii poświęcam świadomie Salut! Bar. Dlaczego? Czytajcie poniżej…

Salut! Bar, czyli to, co lubię

Są bary, w których się bywa, bo są modne. Są bary, do których się idzie ze względu na serwowane tam koktajle. Są też bary, w których zachwyca wystrój wnętrza. Do Salut! Bar chodzę, ponieważ łączy w sobie dwie z wyżej wymienionych cech: w niezwykłym wnętrzu serwowane są niezwykłe koktajle. Dodatkowym powodem są goście, którzy przychodzą tutaj kosztować, a nie po to, by być widzianym z dobrym drinkiem w ręku.

Wnętrze Salut! Bar

Wchodząc do środka wita nas przytulny półmrok. Tapety we wzorki, skórzane sofy, stołki barowe, liczne detale – wszystko pasuje do siebie, choć wszystko jest jakby z innych epok i z innych miejsc. Bardzo udany eklektyzm.

W Salut! Bar to światło i detale tworzą atmosferę. Im dłużej przebywa się we wnętrzu, tym bardziej dostrzega się interesujące szczegóły. Właściciel lokalu ma lampkowy fetysz, z czego jest bardzo dumny. Wszytkie lampy są oryginalne, włącznie z niektórymi żarówkami z lat 40-tych!

Rodzice właściciela pochodzą z Macedonii. Na ścianach wisi wiele rodzinnych zdjęć z czasów, kiedy żyli na Bałkanach. Jest stara maszyna do pisania, na której można pisać cyrylicą. Jest także wiersz miłosny, pisany przez mamę dla ojca.

Salut! Bar znajduje się w dzielnicy Schöneberg, w której herbie jest jeleń z wielkim porożem. Symboliczny charakter ma zatem i poroże, które wisi naprzeciw drzwi wejściowych. Bycze rogi pochodzą podobno z Macedonii.

Jest jeszcze jeden element wystroju, o którym krąży legenda. Jeden z dywanów jest podobno prezentem od Tito dla Honeckera. Sam właściciel nie do końca wierzy w tę historię, ale jeżeli byłaby prawdą, to moglibyście powiedzieć w domu, że piliście koktajle na dyplomatycznych salonach, albo przynajmniej na dyplomatycznym dywanie.

Koktajle w Salut! Bar

W Salut! Bar czuje się jak u siebie w domu, tyle tylko, że u mnie w domu nikt nie zaserwuje mi takich koktajli. Do wyboru macie trunki z karty, która zmienia się co jakiś czas. Tym samym zawsze znajdziecie coś nowego, nawet jeżel Salut! Bar stałby się waszym ulubionym miejscem na wieczorne wypady.

Jeżeli macie swoje ulubione koktajle, to możecie je po prostu zamówić, nawet jeżeli nie ma ich w tym momencie w karcie. Za barem stoją profesjonaliści, których trudno czymś zaskoczyć.

Jeżeli nie znacie nazw koktajli i nie macie ochoty na jakiś standard typu Mai Tai, czy Cosmopolitan, możecie powiedzieć, jakie smaki preferujecie, a barman przygotuje wam koktajl-niespodziankę.

Polskie akcenty w Salut! Bar

W barze pracuje teraz dwóch Polaków, więc możecie zamówić koktajle po naszemu. Mała rzecz, a cieszy. Będąc tutaj w ostatni piątek, poprosiłem barmankę (Niemkę) o koktajl dla czytelników bloga pisanego po polsku. Dostałem Rosmery’s baby, bo przecież Polański i Komeda… Miło, co?

Koktajl Rosmary's baby w Salut! Bar

Rosmary’s Baby w Salut! Bar

Polecam wam odwiedzenie Salut! Bar, nawet jeżeli przyjemność ta kosztuje niemałe pieniądze. No ale jak tu sknerzyć, kiedy raz się żyje. A życie z takimi koktajlem w ręku to przecież czysta przyjemność.

www: Salut! Bar

Gdzie: Goltzstr. 7, 10781 Berlin

Stacja: Eisenacherstraße (U7), Nollendorfplatz (U1, U2, U3, U4)

Dodaj komentarz

Polub Głód w wielkim mieście

Facebook
Facebook
INSTAGRAM

O blogu i blogerze

Jesteście albo niedługo będziecie w Berlinie – mieście, w którym wybór restauracji i barów robi wrażenie co najmniej takie, jak za komuny półki w Pewex-ie. Zwiedzacie, podziwiacie... Nagle czujecie, że głód zbliża się wielkimi krokami...

Jak w takiej sytuacji znaleźć fajną knajpę?
Możecie postawić tarota ale nie wróżę wam sukcesu. Możecie spytać kogoś na ulicy, ale szansa na to, że spotkacie Berlińczyka graniczy z cudem. W centrum są sami turyści.

Odpowiedzią na wasz problem jest mój blog. Od wielu lat odkrywam dla siebie bogactwo kulinarne Berlina. Na moim blogu znajdziecie informacje o restauracjach, knajpach i barach, w których jadłem i piłem. Każdy wpis to moja prywatna, subiektywna wskazówka, gdzie warto pójść, aby dobrze zjeść. Korzystajcie. Na zdrowie!